Kategorie
Felieton

System prawny to nie moralność

Nie możesz czegoś zrobić, bo jest to niezgodne z prawem – jest to dla mnie jeden z argumentów w dyskusjach, z którym mam co chwila ogromny problem. Problem polega na tym, że taki argument zwykle do mnie nie przemawia, gdyż prawo jest wszędzie inne.

Czasem miewam problemy z uznaniem pewnych zachowań za stosowne tylko dlatego, że „tak wypada”. Z tego powodu zdarzały mi się chociażby w okresie szkolnym przeróżne, mniej lub bardziej, nieprzyjemne sytuacje. Przykładowo nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego większości nauczycieli przeszkadzało jedzenie albo picie w trakcie lekcji. Nie widziałem też sensu w przepisywaniu do zeszytu tekstu, który znajdował się w podręczniku, więc dopytywałem się o powód, dla którego miałbym to robić. Najczęściej stosowana wtedy argumentacja „bo tak mówię” nie była dla mnie wystarczająco przekonującym powodem do tego, aby stosować się do tych wytycznych, dlatego też za ignorowanie zalecenia nauczycieli byłem karany. Zwykle pozostałe osoby w klasie pukały się w głowę, kiedy próbowałem postawić na swoim, przyznając między słowami, że w zasadzie mam rację, ale lepiej się stosować do poleceń, aby nie narobić sobie nieprzyjemności. Przecież nauczyciel ma władzę, a z władzą nie wygrasz, więc jakakolwiek walka z czymkolwiek – bez znaczenia, o jak wielką niedorzeczność by chodziło – nie ma sensu.

Była to jedna z niewielu życiowych mądrości, które wyniosłem ze szkoły – nie wszystkie prawa i regulacje są sensowne, niektóre są wręcz szkodliwe, ale według trzeba tak robić, bo tak trzeba, bez zastanawiania się, czy ma to sens, czy nie. Bo jak nie, to będą kłopoty. Dzięki wbijaniu przez lata do głów młodych ludzi bezrefleksyjnej postawy wobec poleceń przełożonych ludzie w Polsce za każdym razem muszą się dobrze rozejrzeć, czy o drugiej w nocy, na kompletnie pustej drodze, nie czai się jakiś mundurowy, który tylko czycha na możliwość zarekwirowania mandatu z tytułu przejścia na czerwonym świetle. Z tego samego powodu siedzenie na ławce w parku z butelką piwa w ręku wywołuje paranoiczne skanowanie otoczenia w poszukiwaniu wspomnianych służb mundurowych, aby w razie spotkania z nimi mieć wystarczająco dużo czasu, aby zatrzeć ślady tej okropnej zbrodni. Naprawdę ciężko mi znaleźć logiczne wytłumaczenie dlaczego miałbym tego nie robić, ale na szczęście z pomocą przychodzi prawo, które mówi, że takie postępowanie jest nielegalne. A jak coś jest nielegalne, to przecież od razu wiadomo, że złe, a jak złe, to trzeba ukarać. 

Dlatego też ze zrozumieniem dyskusji związanych z prawem mam zawsze problem. Jak to jest, że w Wielkiej Brytanii można bez problemu spożywać alkohol w przestrzeni publicznej, zaś w Polsce grozi za to mandat? Dlaczego nawet za dnia musimy jeździć samochodem z włączonymi światłami mimo, iż duża część krajów takiej regulacji nie posiada? Czy można stwierdzić, w którym kraju przepisy mają sens, a w innym nie? Kto ma rację, a kto jej nie ma?

Czasami, poruszając temat bezsensownych przepisów i zasadności stosowania się do nich, ktoś przypomni stare, łacińskie twierdzenie „twarde prawo, ale prawo” z przekonaniem, że jest to ostateczny argument kończący dyskusję. Sytuacja obraca się o sto osiemdziesiąt stopni, kiedy zacznie się analizować chociażby przepisy prawne panujące obecnie w Korei Północnej. Kiedy ktoś zwróci wtedy uwagę (zupełnie słusznie zresztą), że ten kraj jest kiepskim przykładem, wystarczy wrócić do Polski i zobrazować zawiłości związane z chęcią zakupu alkoholu przez Internet, kiedy to „ekspedient”, jak w każdym innym punkcie sprzedaży, zobowiązany jest do skontrolowania, czy osoba kupująca jest pełnoletnia i… czy nie jest przypadkiem nietrzeźwa, czego nie trzeba robić w większości innych krajów.

Osobiście kieruję się poglądem, że tak zwane prawo naturalne powinno być podstawą do tworzenia systemów prawnych. Jeżeli jakiś zapis prawny generuje zbędne krzywdy, to nie powinien istnieć. Innym problemem jest daremna próba zmieszczenia do kodeksów każdej sytuacji, jaka może się w życiu pojawić, co jest oczywiście niemożliwością, ponieważ nie każdy scenariusz da się przewidzieć. Powinno się tworzyć jak najbardziej ogólne definicje prawne, zostawiając ich interpretację i zastosowanie prawnikom i sędziom, zamiast tworzyć zapis dotyczący kilku osób na terenie całego kraju. 

Dlatego też nie szanuję ślepo wszystkiego, co dyktują kodeksy, jednak jeszcze więcej bólu sprawia mi świadomość, że są osoby, które durne prawo egzekwują, skazując „winnych” na masę problemów. Łapałem się za głowę, kiedy słyszałem o kłopotach, przez jakie przechodzili ludzie, którzy kilka lat temu, po wypiciu dwóch piw, zostali przyłapani przez funkcjonariuszy na prowadzeniu roweru lub – zgroza! – jeździe nim. Mandaty, odbieranie praw jazdy, kary więzienia. Inna sytuacja to łapankowe kontrole skarbowe zakończone bardzo obciążąjącymi karami finansowymi, ponieważ klient na szybko zostawił odliczoną za zakup drobną kwotę i wyszedł zostawiając sprzedawcę z paragonem. W końcu prawo mówi, że sprzedawca zobowiązany jest wręczyć każdemu nabywcy dowód zakupu. Przypadki, kiedy napadnięta osoba była sądzona za przekroczenie obrony koniecznej, ponieważ agresorowi została wyrządzona choć trochę większa krzywda, niż osobie broniącej się. Osadzanie na wiele miesięcy w areszcie właścicieli firm z powodu podejrzenia dokonywania oszustw podatkowych i wypłacanie śmiesznie niskich odszkodowań w momencie, gdy po oczyszczeniu z zarzutów i zwolnieniu z aresztu dobrze prosperująca działalność popadła w ruinę…

Przykładów sytuacji, gdzie normalnie funkcjonującym ludziom niszczy się życie tylko dlatego, ponieważ nie dostosowali się do idiotycznie skonstruowanego prawa było w Polsce co nie miara i każdy kolejny przypadek utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że kodeksów nigdy nie powinno się ślepo przestrzegać i kiedy tylko wykryje się, że jakiś zapis jest pozbawiony sensu – udawać, że nie istnieje. Zdrowy rozsądek i moralność powinny zawsze stanowić funkcję nadrzędną i w oparciu o nie powinno się prawo tworzyć i przestrzegać. W innym wypadku możemy sie skazać na wiele absurdalnych scenariuszy. W końcu nic nie stoi na przeszkodzie, by za jakiś czas pojawiła się regulacja zabraniająca, nie wiem, na przykład niezarejestrowanego zbioru grzybów. Albo licencja na chodzenie po bułki. Przecież niektórzy nie mają ani doświadczenia ani wyobraźni i na przykład upuszczą bułkę na podłogę!

Nie pozwólmy na to, aby rzeczywistość podążyła w takim kierunku, by doszło do przemianowania słynnej rzymskiej zasady tak, by brzmiała „Stulta lex, sed lex” – głupie prawo, ale prawo. 

498 dni

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *