Kategorie
Felieton

Stare, dobre dni są teraz

„Chciałbym, by istniał sposób, aby wiedzieć, że jest się w starych, dobrych czasach, zanim miną”.

„I wish there was a way to know you’re in the good old days before you’ve actually left them.”

Dzisiejszy wpis sponsoruje serial The Office, a dokładniej ostatni odcinek, zaś precyzyjnie mówiąc kwestia, która pada z ust jednego z bohaterów tego serialu, który sięga pamięcia wstecz i wygłasza krótki monolog o tym, jak pracując w firmie Dunder Mifflin i sprzedając papier myślał o swoich starych znajomych z koledżowej grupy a capella, by jakiś czas po tym, jak jego życie poszło do przodu i znalazł się tam, gdzie chciał być, wciąż myśleć o swoich starych znajomych, lecz tym razem z tejże właśnie firmy. Kwituje to stwierdzeniem, które w (bardzo) luźnym tłumaczeniu brzmi:

„Chciałbym, by istniał sposób, aby wiedzieć, że jest się w starych, dobrych czasach, zanim miną”.

W tym jednym zdaniu zostało zawarte tak wiele prawdy o życiu i o tym, jak je przeżywamy, że doświadczony rozwojowiec mógłby na nim oprzeć całe szkolenie motywacyjne i choć ja absolutnie takich ambicji nie mam, to chcę się chociaż podzielić moimi refleksjami, je usłyszałem, a pojawiło się ich trochę – tak mocne na mnie wrażenie wywarły cytowane słowa.

Pierwsza bardzo ważna kwestia to rozmyślanie nad tym, co już minęło. Jest to coś absolutnie naturalnego dla chyba każdego człowieka, który wiódł w miarę normalne życie. W końcu każdy we wspomnieniach ma zapis pozytywnych doświadczeń, do których z mniejszą lub większą częstotliwością wraca, myśląc o tym, jak dobrze by było cofnąć się do tamtych chwil. Ba, sam w pierwszym momencie po obejrzeniu zamieszczonego wyżej fragmentu niemal z automatu zacząłem z poczuciem lekkiej błogości wędrować po swoich zakamarkach swojej pamięci i odtwarzać różne momenty z mojego życia, zupełnie jak w ostatnim odcinku The Office pojawiały się migawki z pierwszych sezonów. Niesamowite, jak bardzo potrafi być to przyjemne i jednocześnie nieco wprawiające w smutek i żal.

Ciekawym zwrotem, który w tym rozmyślaniu sprowokował mnie do jeszcze głębszego zanurzenia się w moje życie, był moment, kiedy moja sentymentalna podróż zatrzymała się na przystanku ze wspomnień, które miały… zaledwie kilka dni (sic!). Jakiś zakamarek mojego mózgu wykrzyknął wtedy „Chłopie! Przecież tak właściwie to stare, dobre czasy tak właściwie tworzą się na twoich oczach! Masz niepowtarzalną szansę na to, by mieć wpływ na to, jak one będą wyglądać!” Było to mniej więcej na początku lutego, kiedy spędzałem sezon zimowy na Maderze – jednym z najwspanialszych miejsc, w których byłem, gdzie spędzałem jedne z najwspanialszych chwil w towarzystwie jednych z najwspanialszych ludzi. „No kurde, rzeczywiście!” – zabrzmiał głos w jakimś innym zakamarku mózgu.

Prawda jest przecież taka, że przeszłość, do której tak ochoczo wracamy, była w pewnym momencie naszego życia teraźniejszością i to my mieliśmy – mniej lub bardziej – bezpośredni wpływ na to, jak w danym momencie ta teraźniejszość wyglądała. To my sami jesteśmy twórcami swoich własnych historii, jednak bardzo często w wirze wydarzeń zwyczajnie o tym zapominamy. To jest drugi aspekt, który można wyciągnąć z przytoczonego cytatu. Stosunek momentów, w których już od samego początku czujemy w kościach, że będziemy je ciepło wspominać przez wiele lat (a może nawet do samego końca żywota) do momentów, w których taka myśl się nie pojawia, u każdego się różni, ale jest to mniej więcej 1:100(w tym miejscu dołóż tyle zer, ile uznasz za słuszne)0. Mogę nawet z dużą dozą śmiałości stwierdzić, że bardzo często wręcz nie robimy absolutnie nic, aby sprawić, by dany moment zarzucił kotwicę w odmętach naszej pamięci. Nie przez przypadek użyłem analogii do kotwicy – w NLP kotwiczenie jest jednym z podstawowym pojęć, które ma na celu wyzwolenie pożądanej reakcji na wskutek jakiegoś bodźca, jak słowo, gest, zapach czy dźwięk. Ciekawe jest to, że coś takiego robimy bardzo często sobie sami, a jeszcze ciekawsze jest to, że robimy to zwykle nieświadomie. (W tym momencie sprawdziłem na sobie prawdziwość tego stwierdzenia poprzez odsłuchanie utworu The Lumineers – Angela i w ułamku sekund miałem przed oczami jedną z chwil, kiedy słuchałem tego utworu. To naprawdę działa!)

Wszystko to doprowadziło mnie do wniosku, że w każdej chwili warto w chociażby minimalnym stopniu sprawić, aby miała potencjał do zostania wspomnieniem, do którego będzie się z przyjemnością wracać. Czasami nie trzeba robić zbyt wiele, by do tego doszło – wystarczy tylko mieć tego świadomość, by zacząć żyć nieco pełniej i być bardziej obecnym w teraźniejszości. Później fajnie jest wracać do przyjemnych wspomnień, ale trzeba mieć na uwadze, że to jest tylko przeszłość i jeżeli za bardzo skupimy się na podróżach w czasie, które mają miejsce w naszej głowie, możemy przegapić to, co się dzieje teraz, a jest to jedyny fragment czasu, na który mamy wpływ. Wszak przeszłość jest już za nami, a przyszłość dopiero nadejdzie. 

Nie warto też za bardzo idealizować tego, co miało już miejsce, ponieważ, jak się okazuje, mózg działa w na tyle dziwny i niezrozumiały sposób, że jako miłe chwile może uznać w zasadzie tak naprawdę wszystko, w tym te zdarzenia, które mają też raczej niezbyt pozytywny wydźwięk. Przynajmniej ja nie znalazłem sensownego wyjaśnienia, dlaczego do miłych wspomnień mój mózg zakwalifikował próbę wykonania gainera (skok do przodu z saltem do tyłu) z wysokości około półtorej metra zakończoną spektakularnym upadkiem na głowę. Równie zagadkowa jest dla mnie idea siedząca w głowach osób, które chciałyby wrócić do czasów, kiedy w Polsce panował komunizm.

Jedyny sposób, żeby wiedzieć, że jest się w starych, dobrych czasach, to żyć, jakby to były stare dobre czasy. Teraz to jedyny czas, jakim dysponujemy.

480 dni

2 odpowiedzi na “Stare, dobre dni są teraz”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *