Magiczna Madera

Zanim pojawiłem się na Maderze, zdążyłęm o niej usłyszeć z bardzo wielu ust bardzo wiele pozytywów, które koncentrowały się na tym, że jest to przepiękna wyspa. Z reguły biorę lekką poprawkę na wszelkie oceny i opinie, ale jak się później przekonałem, wszelkie peany były jak najbardziej uzasadnione.

Na Maderze spędziłem kilka miesięcy w zimowym okresie – od listopada do marca. Mimo, iż pogoda wtedy bywa nieco bardziej kapryśna, nie tylko nie sprawiało to zbyt często problemów, ale czasem dodawało wręcz uroku wojażom. Dzięki temu miałem okazję poczuć niepowtarzalny klimat świąt Bożego Narodzenia, który był obecny na każdym kroku, jak również ujrzeć zdecydowanie najlepszy noworoczny pokaz sztucznych ogni. Uniknąłem również upałów, które mogłyby dokuczać w trakcie pieszych wędrówek.Właśnie – spacerowanie po naprawdę urzekających szlakach to zapewne jeden z głównych powodów, dla którego warto przemyśleć odwiedzenie tej portugalskiej wyspy. Liczne szlaki, bardzo często prowadzące wzdłuż lewad, czyli kanałów niosących wodę („levar” oznacza po portugalsku „nieść”) prowadzą do naprawdę zapierających dech w piersiach punktów widokowych, w których można ujrzeć wodospady, potoki, doliny, góry, ocean… Osobiście zrobiłem tylko kilkanaście tras, które uznałem za najbardziej obiecujące (i które nie były akurat zamknięte) i zdecydowanie opuszczając Maderę czułem niedosyt. Każdy znajdzie coś dla siebie – od bujnych, lesistych równin dostępnych w zasadzie dla każdego, przez podróże dolinami, na zdobywaniu najwyższych szczytów wyspy przeznaczonych dla najwytrwalszych kończąc.Jeżeli jesteś bardziej wygodnicki lub z jakichś przyczyn nie możesz pokonywać zbyt długich lub wymagających tras pieszo, to nic straconego, bo do wielu wizytówkowych miejsc na wyspie można się dostać samochodem. To, co rzuca się w oczy w trakcie podróży, to ilość (oraz czasem długość) tuneli ułatwiających przemieszczanie się. W zasadzie jadąc południowym brzegiem wyspy  dużą część trasy można pokonać pod ziemią! Druga rzecz stanowi mnogość krętych, stromych dróg pojawiających się poza głównymi szlakami, które mniej doświadczonego kierowcę (lub pasażerów) mogą przyprawić o palpitacje. Kolejna rzecz to kultura na drodze. Nikomu się specjalnie nie spieszy, każdy z wyrozumiałością i bez większych nerwów reaguje na jakiś błąd, bardzo często można spotkać się z puszczaniem samochodów czekających na włączenie się do ruchu przy co ruchliwszej ulicy.

Mimo, iż cała wyspa to raptem 741 kilometrów kwadratowych powierzchni, to zdecydowanie jest gdzie pojechać. Według mnie minimum na zapoznanie się z najważniejszymi zakamarkami Madery to trzy dni. Wojaże warto podzielić segmentami na wschód, centrum i zachód wyspy. Mając dodatkowy dzień część centralną można podzielić na północ i południe. Każdy obszar wyspy jest wyjątkowy i oferuje inny wachlarz atrakcji, dlatego według mnie lepiej jest zaplanować więcej czasu na eksplorację i wojaże, niż stawać przed dylematem „co lepiej odwiedzić”, bo jest to pytanie, na które do teraz nie jestem w stanie odpowiedzieć.

Jeśli chodzi zaś o Funchal, mógłbym na tę miejscowość poświęcić cały osobny wpis (co pewnie w przyszłości uczynię). Stolica wyspy, gdzie mieszka prawie połowa jej mieszkańców, ma do zaoferowania w zasadzie wszystko – bardzo urokliwe uliczki w Zona Velha, najstarszej dzielnicy miasta, port goszczący niemal codziennie przynajmniej jeden liniowiec, urzekające ogrody, do których można dostać się kolejką linową, największe na wyspie targowisko, kasyno, centra handlowe oraz całe mnóstwo hoteli. To tutaj koncentruje się w znacznej mierze turystyka, nie tylko dlatego, że w samym Funchal jest mnóstwo do zrobienia, ale też dlatego, że leżąc na środku południowego brzegu stanowi idealny punkt startowy każdej wycieczki.Tym bardziej, że trzeba od razu powiedzieć wprost – Madera to nie jest najlepsze miejsce do biernego wypoczynku, szczególnie poza Funchal, czyli obecną stolicą wyspy. Co prawda istnieje możliwość spędzenia całego pobytu leżąc na piasku i chłonąc promienie słoneczne, ale nie ma ku temu zbyt wielu atrakcyjnych miejsc. Nieliczne plaże Madery to w większości albo ciemny pył, albo kamieniste wybrzeże, zaś żółty piasek znajdujący się w miejscowościach Machico i Calheta został przywieziony z Afryki głównie po to, aby zaspokoić turystyczne potrzeby. Jeżeli Maderczyk chce poplażować, to wybiera się na wakacje do leżącej około 40 kilometrów na wschód wyspy Porto Santo, gdzie znajduje się urokliwa, rozciągająca się na 9 kilometrów złocista plaża.

Oprócz tego jednego mankamentu Madera to naprawdę fantastyczne miejsce, o którym za każdym razem wypowiadam się jedynie w pozytywach. Mógłbym o tej wyspie pisać jeszcze bardzo wiele, więc zamiast rozciągać ten wpis (który zapewne ulegnie jeszcze rozszerzeniu w przyszłości), zamierzam stworzyć kilka osobnych wpisów poświęconych różnym aspektom Madery. Cóż mogę dodać na koniec? Jeżeli jeszcze nie odwiedzałeś Madery, to koniecznie uwzględnij ją przy planowaniu kolejnego wyjazdu!

 

476 dni

2 komentarze

  1. Odpowiedz

    Za krótko! Za mało Ciebie w tym tekście! Czekam na więcej 😉

      • Remek, 4 września 2019, 16:12
      • Autor

      Odpowiedz

      Będzie więcej!

      A wpis to jest o Maderze, a nie o mnie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.