Kategorie
Felieton

Nie tęsknię za dzieciństwem

Chyba nie istnieje taka osoba, która chociaż raz nie oddała się nostalgicznej podróży w czasie do okresu dzieciństwa, aby powspominać sobie sielankowe, beztroskie życie, jakie wtedy się wiodło (o ile nie było to coś w stylu dorastania Matyldy z Leona Zawodowca). Czasami w trakcie takich rozmarzań wyrwie się komuś, że chciałby powrócić do tamtych czasów i ponownie być dzieckiem.

Sam czasami lubię przypomnieć sobie jak wyglądało moje życie, kiedy jeszcze byłem małolatem. Z przyjemnością odtwarzam wspomnienia o chwilach spędzanych na podwórku grając w gałę, strzelając się z pukawek czy bawiąc się w ganianego. Złotówka wymieniona na paczkę Maczugów i butelkę oranżady pitą pod sklepem z kolegami to był dziecięcy odpowiednik spotkania się przy piwie w knajpie. Były też letnie wyścigi szkolne kto pierwszy wystrzeli z sali lekcyjnej po dzwonku na przerwę aby zająć najlepsze miejsce na trawce przy boisku, kolekcjonowanie tazosów czy samochodów z gum turbo…

Wszystko to zdecydowanie wprowadza w przyjemny nastrój, ale szczerze mówiąc nie chciałbym teraz znaleźć się ponownie w tym okresie swojego życia, ponieważ po dłuższej analizie uważam, że mimo wszystkich swoich dobrodziejstw nie był on tak cudowny, jak mogłoby się wydawać. Bycie dzieckiem to przecież pasmo ograniczeń i życie pod dyktando osób starszych, które mają monopol na ustalanie zakresu praw i obowiązków. Na wszystkie odstępstwa od zaplanowanej przez nich normy trzeba było mieć pozwolenie. Nie było możliwości zostać na podwórku tak długo, jak się chciało, ponieważ zignorowanie wezwania do domu mogło skończyć się wstydliwą interwencją rodzica połączoną ze szlabanem na jakiekolwiek wyjścia w ciągu kilku kolejnych dni. Czytanie Kaczora Donalda czy włączenie konsoli mogło odbyć się tylko po poświadczeniu wykonania pracy domowej. Spełnienie zapotrzebowania na oranżadę z chrupkami trzeba było najpierw zgłosić i odpowiednio umotywować, nim uzyskało się bezzwrotną dotację.

W życiu bardzo cenię sobie wolność. Nie ma według mnie nic lepszego, niż możliwość działania w taki sposób, jaki się pragnie. W momencie, kiedy wkroczyłem w dorosłość (nie mylić z pełnoletniością – to są dwa zupełnie odmienne zagadnienia), otrzymałem niesamowitą ilość wolności. Kiedy mam ochotę zjeść pizzę to po prostu dzwonię i ją zamawiam. Spontaniczne wyjście na piwo? Jedyna osoba, którą pytam o zdanie, to ja sam. Rozterki związane z zakupem czegokolwiek błahego ograniczają się jedynie do dylematu związanego z metodą płatności.

Oczywiście nie jest też tak, że jak za pstryknięciem palców wszelkie troski rozpłynęły się, bo uzyskanie takiej wolności wiąże się z wzięciem odpowiedzialności za siebie. Już nie mama dba o to, abym miał pieniądze na piwo, tylko ja sam. Gacie same do pralki nie wejdą, lodówka sama się nie napełni, śniadanie samo się nie przyrządzi. O tym wszystkim trzeba pomyśleć samodzielnie. Tak więc jednak trochę spraw na głowie się pojawia, ale najważniejszą zmianą jest chyba to, że w pewnym momencie znika parasol ochronny i jeżeli sam się nie postarasz o to, żeby było ci dobrze, to nikt inny o to jakoś za specjalnie nie będzie dbał, więc jesteś zdany tylko na siebie. Po prostu na tę wolność trzeba sobie zapracować.

Mimo to zdecydowanie wolę stan, w którym obecnie się znajduję i za nic w życiu nie chciałbym ponownie wrócić do stanu, kiedy miałem kilkanaście lat, gdyż wolność jest dla mnie zbyt ważna, żeby oddać ją za poczucie wygody, które jest iluzoryczne. Nie ma dla mnie nic wygodnego w tym, kiedy ktoś mi dyktuje jakie ubrania trafią do mojej garderoby, co mam zjeść na obiad, ile danego wieczoru mogę wypić piw i o której powinienem skończyć siedzieć przy komputerze i iść spać. Oddając jakiś fragment swojej niezależności automatycznie sprawiasz, że ktoś inny decyduje za ten fragment, bez znaczenia, czy decyzja, jaką ta osoba podejmie, podoba ci się czy nie. Dla mnie brzmi to bardziej jak więzienie albo niewolnictwo – stan odwrotny do tego, w którym chcę zmierzać. 

Dlatego ja ani trochę nie tęsknię za tym, aby znowu być dzieckiem, ponieważ wcale nie było aż tak fajnie, jak to się może wydawać przez mgliste wspomnienia. Mózg ma to do siebie, że dobrze się czuje w sytuacjach sobie już znanych i ma trudności, aby dostosować się do nowych sytuacji i wyzwań. Dlatego też przyjemniej patrzy się w przeszłość przepuszczoną przez filtr pozytywnych wspomnień, niż doglądać przyszłości, w której niczego nie można być na sto procent pewnym. Jednak tylko będąc człowiekiem wolnym ma się swobodę dążenia do szczęścia, o której mówi amerykańska deklaracja niepodległości.

471 dni

2 odpowiedzi na “Nie tęsknię za dzieciństwem”

A ja się cieszę:) bo :
-mimo konieczności zgłaszania zapotrzebowania na oranżadę i chrupki,
-mimo limitowania czasu gry na konsoli ( najpierw był Pegasus 🙂 ) ,
-mimo powrotów o określonej (przez skrzywioną przez zawód matkę)dziwnej porze z imprez
wyrosłeś na mądrego, fajnego faceta. Ja jestem z Ciebie dumna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *