Kategorie
Inne

500 dni w oka mgnieniu

Po raz kolejny przekonałem się, że istnieje coś takiego, jak dylatacja czasu. No, może niezbyt precyzyjnie użyłem tego pojęcia, ale chodzi o fakt, że dzisiaj 500 dni wydaje się być dużo mniej odległym terminem, niż w momencie, gdy tę stronę uruchamiałem.

Nie ma co ukrywać, działo się trochę przez te ostatnie 500 dni. Na początku wszystko układało się całkiem pomyślnie – stopniowo czułem się coraz pewniej w tworzeniu treści na stronie, pojawiały się różne nowe pomysły, moje teksty zaczęły docierać do coraz większej ilości osób, rosła motywacja do rozwoju. W międzyczasie wróciłem z Majorki i odbyłem trzy całkiem konkretne wyprawy, więc było co relacjonować, miałem już niemal wszystko przygotowane do pracy w Bułgarii…

Lecz w międzyczasie pojawił się sam-wiesz-co i wszystko zaczęło powoli się rozpadać jak wtedy, gdy grając w Jengę przeciwnik wyciąga niewłaściwego klocka – widzisz, że coś zaczyna się dziać, obserwujesz reakcję i dalsze próby, które powodują coraz większy wstrząs i widoczne objawy stresu, gdy nie ma już możliwości wsunięcia felernego elementu spowrotem i jedyne wyjście to próba wyciągnięcia klocka i ciche błaganie o cudowne utrzymanie wieży, które ostatecznie nie zostają wysłuchane i cała konstrukcja spektakularnie rozlatuje się. Problem tylko w tym, że zamiast małymi drewnianymi elementami gra odbywa się z użyciem ogromnych belek i niemal każdy gracz został mniej lub bardziej poturbowany.

Nie inaczej było w moim przypadku. Kariera w branży turystycznej została dość brutalnie przerwana i do tej pory po cichu liczę, że sytuacja kiedyś troszkę się uzdrowi i uda mi się wkręcić jeszcze w jakąś pracę za granicą, a w międzyczasie wylądowałem w rodzinnym domu u progu pandemii, bez pracy i z oszczędnościami trochę uszczuplonymi przez zagraniczne wojaże. Samo to nie było problemem – zawsze fajnie jest spędzić więcej czasu w gronie rodziny i znajomych. Tyle tylko, że najpierw każdy unikał kontaktów, potem doszły obostrzenia, latem wszystko nieco znormalniało, by jesienią ponownie uderzyć. Nie ma co ukrywać – to wszystko dało się we znaki i sprawiło, że poziomy witalne uległy obniżeniu.

No, ale czas podsumować Projekt 500 dni. Przez ten czas:

  • Na stronie opublikowałem 34 wpisy (ten więc jest numer 35)
  • Na YouTube pojawiło się 13 filmów, z czego 5 w formacie vloga
  • Na Instagramie dodałem 38 zdjęć
  • Byłem na Majorce, Teneryfie, La Palmie, La Gomerze, El Hierro, w Barcelonie, Pekinie, Tajlandii, Birmie i Islandii

Jeśli złączyć teksty na stronie i kanaryjskiego vloga, wychodzi 39 publikacji, czyli nowa treść pojawiała się średnio raz na 13 dni. Zakładając projekt przyjąłem, że pojawi się w tym czasie 50 publikacji, więc wynik jest poniżej planu, jednak wciąż jest to dla mnie zadowalający wynik, tym bardziej, że odnotowałem postęp, jeśli chodzi o jakość udostępnianych materiałów. Jeśli chodzi o ilość, to mogę to zrzucić na jesienną chandrę w koronawirusowej rzeczywistości – niejednokrotnie miałem dni, w których naprawdę chciałem coś napisać, ale po paru chwilach jedyne, co udało mi się wykrzesać, to kilka linijek.

Zmienił się też profil wpisów na stronie, która stała się podróżniczym blogiem. Dużą część zajęła relacja z wyprawy po Azji, ale największym powodzeniem cieszyły się wpisy tematyczne – najbardziej poczytna była historia Willi Wintera, z którą zapoznało się ponad 900 osób! Drugi najbardziej poczytny był tekst o lotnisku na Maderze, który zebrał prawie 300 odsłon.

Całość mi uświadomiła ogrom pracy, jaki trzeba włożyć, by prowadzić porządnego bloga. Nie jest to wcale taka prosta sprawa – nie wystarczy raz na jakiś czas dodać jakiś wpis między krótkimi postami na Facebooku czy fajnymi zdjęciami na Instagramie. Aby coś osiągnąć w tej kwestii trzeba na to poświęcić masę czasu i energii, na co nie byłem absolutnie przygotowany, bo też nie miałem na celu zostać blogerem roku. Teraz jednak wiem, że jeśli kiedyś przyjdzie mi do głowy taki pomysł, to pierwsze kilka-kilkanaście miesięcy to będzie ciężka praca na to, aby osiągnąć jakiekolwiek sensowne rezultaty.

No dobra, 500 dni minęło. Co dalej? Na ten moment nie porzucam idei swojego osobistego Internetowego pamiętniczka – wciąż pisanie sprawia mi dużo satysfakcji, więc na pewno coś tutaj jeszcze będzie się działo. Czy będę próbował zwojować świat? Raczej wątpię, a już na pewno nie nastąpi to w ciągu następnych 500 dni. Mam jednak nadzieję, że uda mi się kiedyś rozwinąć swe pióra na tyle, by wybić się w tym światku.

A tymczasem dziękuję wszystkim za to, którzy byli obecni w moim życiu przez cały ten czas i wspierali w moim projekcie. Mam nadzieję, że pozostaniecie ze mną jeszcze trochę!

P.S. Wiem, że ten wpis nie jest perfekcyjny, ale jest to zasługa moich wspaniałych rodziców i niesamowitych przyjaciół, którzy z okazji moich trzydziestych urodzin postanowili zrobić mi imprezę-niespodziankę! Dziękuję wam, jestem w stanie lekkiego szoku i ekscytacji nawet teraz, gdy to piszę!


Dzień 0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *