Kategorie
Bez kategorii

Książka nie zawsze taka dobra

Czytanie książek to niewątpliwie bardzo zajmująca forma spędzania czasu, która potrafi rozwijać intelektualnie, pobudzać wyobraźnię i wpływać na światopogląd. W związku z tym osoby, które spędzają wolne chwile oddając się lekturze są jednostkami mądrzejszymi, elokwentnymi, światłymi, o szerokich horyzontach…

Szkoda tylko, że rzeczywistość zwykle nie jest tak piękna.

Przyznaję się, że nie jestem w stanie zrozumieć przyczyny, dla której książki są wynoszone przez wielu na piedestał jako najbardziej wartościowa forma relaksu. Dla mnie jest to taki sam sposób spędzania czasu, jak każdy inny i nie widzę nic złego w tym, że ktoś woli obejrzeć film czy nawet oddać się tak bardzo pogardzanym przez wielu grom komputerowym (które przez te same jednostki są uznawane za najgorszą formę rozrywki), zamiast sięgać po lekturę.

W końcu rozrywka służy w pierwszej kolejności do tego, aby relaksować, czyż nie? Dlatego wybierając swój sposób na relaks warto przede wszystkim kierować się ilością frajdy i ukojenia nerwów, jakie dane zajęcie dostarcza, a nie jego rzekomą wartość intelektualną.

Owszem, czytanie potrafi pobudzać mózg i może wpływać korzystnie na umysł, lecz sam fakt dotknięcia jakiejś księgi nie równa się wzrostowi IQ o dwadzieścia procent. Dużo ważniejsze jest to, co się czyta i w jaki sposób. W końcu czytanie w trakcie jazdy autobusem harlequina to zupełnie inne doświadczenie od uważnego studiowania książki poświęconej fizyce kwantowej w domowym zaciszu. Ciężko powiedzieć, że obydwa sposoby są równie pobudzające i rozwijające intelektualnie.

Dokładnie to samo można odnieść do innych form rozrywki. Dobry film czy serial potrafi być równie cennym źródłem kontaktu z kulturą czy aktywatorem neuronów, co dobrze napisana książka. Oczywiście, w kinematografii obecne są też gnioty nie warte uwagi, ale dokładnie ten sam problem mają książki. Ba, jestem przekonany, że obecnie, biorąc pod uwagę proporcje gniotów do perełek, filmy wypadają nieco lepiej od książek, ponieważ w dobie Internetu każdy może zostać „pisarzem”. Niech świadczy o tym fakt, że wielu polskich Youtuberów ostatnimi czasy napisało swoje własne ksiązki, które zdecydowanie do górnolotnych nie należą…

Z grami sytuacja jest podobna, jak z filmami, jednak ze względu na swoją interaktywność gry rzadko kiedy stawiają na pierwszym miejscu stymulowanie mózgu poprzez opowiadanie historii czy dostarczanie wiedzy, a skupiają się bardziej na ćwiczeniu koordynacji oko-mózg-ręce. Jasne, są gry, które skupiają się na kreacji świata i tworzeniu historii (większość z gatunku RPG – role playing game), stworzone do pobudzania szarych komórek i analitycznego myślenia (logiczne, strategiczne), jak również takie, które mają na celu pochłonąć gracza w wykreowanym przez twórców świecie. Przykładem niech będzie Limbo, którego klimat sprawia, że przeżywałem grę bardziej, niż czytając niejedną książkę, między innymi dlatego, że posiadając kontrolę nad postacią niejako byłem jej aktywnym uczestnikiem. (Polecam oglądać poniższy filmik ze słuchawkami na uszach.)

Być może moje podejście do tematu wynika z tego, że nie czytam zbyt dużo beletrystyki, ponieważ mimo prób i starań moja wyobraźnia nie chce w trakcie lektury działać tak, jak obiecują wszyscy promotorzy czytelnictwa i za Chiny Ludowe nie jestem w stanie odtworzyć w swojej głowie wyraźnej wizji świata, jaką chciałby przekazać autor. Nie zamierzam w związku z tym zmuszać się do czytania niektórych gatunków książek. Możliwe, że z tego powodu nie przerażają mnie tak bardzo statystyki dotyczące czytelnictwa, które alarmują, że ponad połowa Polaków nie przeczytało w ciągu roku żadnej książki (choć niewątpliwie nie jest to chlubna statystyka). Jeszcze więcej osób nie odwiedziło w ciągu roku teatru czy muzeum, nie rozwiązało krzyżówki albo sudoku ani nie zapisało się na przynajmniej jeden kurs językowy, choć na ten temat nie słychać tak wielu rozżalonych głosów zwiastujących totalne ogłupienie społeczeństwa.

Nie rozumiem też przymuszania do czytelnictwa, które najbardziej widoczne jest oczywiście w trakcie edukacji. Owszem, są książki, z którymi zdecydowanie warto się zapoznać, ale nakładanie obowiązku na ich lekturę jest dla mnie absolutnie bez sensu. Jeżeli na coś się nie ma ochoty, to choćby to było najwybitniejsze i najbardziej wciągające dzieło, przyjemność odbioru treści, a tym samym jej przetworzenia i zapamiętania, spada. Dodatkowo kazdy ma swoje własne gusta i preferencje, a ustalając arbitralnie uporządkowaną listę tytułów nie ma miejsca na dużą różnorodność. Nie ma chyba takiej siły, która by mnie przekonała do przeczytania Nad Niemnem, za to Rok 1984 przeczytałem z wielką przyjemnością i raz na jakiś czas do niego wracam, choć do szkoły już od kilku wiosen nie chadzam. 

Nie chcę w tym wpisie za dużo miejsca poświęcać na batalie między książką papierową a ebookami czy nawet audiobookami, ponieważ jest ona kompletnie pozbawiona sensu i nie ma żadnego wpływu na sedno problemu. Korzystam z każdej z tych form i znajduję w każdej z nich zarówno dobre, jak i złe cechy. Dyskutowanie na temat nośnika treści pozostawię więc dla zacietrzewionych fanatyków nie przyjmujących do wiadomości żadnych poglądów poza własnymi.

Czytanie książek samo w sobie nie czyni cię lepszym. Ważne jest to, co czytasz. To samo tyczy się wszystkiego, z czym się na co dzień stykasz. Są filmy kultowe i niewarte uwagi. Jest muzyka klasyczna i disco polo. Forresta Gumpa można przeczytać albo obejrzeć. To treść czyni różnicę, nie nośnik. Dlatego zastanów się, zanim kolejny raz skomentujesz czyjąś aktywność czytelniczą.

454 dni

Kategorie
Bez kategorii

To tylko twoja opinia

Yeah? Well, you know, that’s just like, uh, your opinion, man.

Wydawać się może, że otaczająca nas rzeczywistość prezentuje się identycznie dla każdego. W końcu wszyscy odczuamy ciepło słońca i ślepniemy, kiedy próbujemy na nie spojrzeć, czujemy chłód po trzymaniu w rękach przez kilkanaście sekund lodu, doświadczamy wilgoci w kontakcie z deszczem. Mimo to każdy rejestruje te doznania w inny sposób.

Weźmy na przykład temperaturę. Kto pracował latem w biurze, ten doskonale zdaje sobie sprawę, że pojęcie ciepła i zimna to sprawa absolutnie subiektywna. Osobiście byłem niejednokrotnie wciągnięty w batalię o ustawienie odpowiedniego poziomu mocy klimatyzatora, który na przemian był ustawiany to na osiemnaście, to na dwadzieścia pięć stopni, gdyż jednej osobie było za ciepło, innej zaś za zimno. Jest absolutnie niemożliwe ustalenie czyje pojęcie optymalnej temperatury jest właściwe, ponieważ każdy odczuwa ją na swój sposób. Podobnie ma się sprawa z poziomem ostrości dań. Są osoby, dla których duże ilości pikantnego ketchupu będą nie do przełknięcia, jak również jednostki potrafiące ocenić posiłek z dużą zawartości sosu habanero jako nieco mdłe. Kto ma rację? Zależy, kogo spytasz.

Wszystko dlatego, że każdy z nas ma inny odbiór rzeczywistości i poniekąd sami kształtujemy obraz świata. Wystarczy sobie przypomnieć, że nasze uszy mają ograniczony zakres słyszalnych częstotliwości dźwięku, więc nie jesteśmy zdolni usłyszeć infradźwięków oraz ultradźwięków, choć inne zwierzęta są w stanie je słyszeć. Nasze oczy nie dostrzegą podczerwieni ani ultrafioletu, choć istnieją. Tak więc już sama nasza anatomia sprawia, że nasza percepcja rzeczywistości jest niepełna i oganiczona. Dodatkowo nasz mózg skonstruowany jest w taki sposób, że wszystko, co odbieramy, uznajemy za obiektywne. To dlatego potrafimy być zaskoczeni, że minęliśmy kogoś ubranego w kurtkę i szalik, kiedy nam jest idealnie w samej bluzie, z tego samego powodu może zaskakiwać, że ktoś nie odczuwa piekła w ustach po zjedzeniu całego słoika papryczek jalapeno.

Sprawa robi się jeszcze ciekawsza, jeżeli weźmie się pod uwagę, że mózg działa w ten sam sposów w odniesieniu do naszych poglądów. Ciekawie ujął to w jednym ze swoich wystąpień fantastyczny komik George Carlin – kiedy jedziemy samochodem odnosimy wrażenie, że każdy, kto jedzie wolniej od nas to ślimak, zaś jadący szybciej to bezmyślni wariaci? Pytanie brzmi: skąd masz pewność, że twoja definicja jest właściwa? Skąd pewność, że to nie ty jesteś tym piratem drogowym albo ślimakiem?

Nasze postrzeganie świata jest uzależnione od bardzo wielu czynników i sądzę, że nie istnieją na tym świecie dwie osoby, które na każdą sprawę patrzyłyby w identyczny sposób. Wiek, płeć, pochodzenie, wykształcenie, doświadczenie – to wszystko kreuje nasze opinie i poglądy. Mając to wszystko na uwadze można dojść do wniosku, że nasza perspektywa jest zniekształćona, więc warto brać na te zniekształcenia poprawki w ocenie rzeczywistości, szczególnie, jeżeli sprawa dotyczy kwestii poglądów czy kultury. Jeżeli ktoś wyraża opinię lub ocenę sprzeczną z naszą własną, to cytując Łonę „bądź uprzejmy mieć wątpliwość”.

Zanim uznasz wyższość swoich poglądów nad resztą osób biorących udział w dyskusji, lepiej wsłuchać się w to, co mają do powiedzenia, postarać się zrozumieć ich punkt widzenia i argumenty. Kto wie, może się okaże, że choć ostatecznie z czymś się nie zgadzacie, to znajdą się kwestie łączące wasze perspektywy. Może odwrócisz swój światopogląd o 180 stopni, a może wręcz zacementujesz swoje spojrzenie na daną sprawę. Kto to wie.

Pamiętaj jednak, że każdy z nas jest inny i nie ma możliwości obiektywnej oceny, czy sernik powinien zawierać rodzynki czy nie, bo każdy ma inny gust.

484 dni