Kategorie
Felieton

Małe kroki też prowadzą do celu

Często rozmawiając o tym, jak zarobić na jakiejś okazji, musi paść stwierdzenie typu „najpierw to trzeba mieć trochę kasy, aby móc coś sensownego podziałać”. Myśląc w ten sposób daleko nie zajdziesz.

Kiedyś, jak miałem epizod w pracy na słuchawkach, odkryłem prosty sposób na inwestycję, z której wyciągałem prawie 50% zysku. Nieźle, prawda? Pewnie jesteś ciekawy jak to robiłem?

Sprawa jest bardzo prosta. Otóż w budynku, w którym pracowałem, znajdowała się maszyna vendingowa – taka, gdzie wrzuca się monety i wyciąga się z niej to, co akurat jest zapakowane. Dużo osób (w tym ja) chętnie z niej korzystało, wyciągając chociażby jakiegoś energetyka po trzy złote za puszkę. Sytuacja uległa zmianie, kiedy w pobliskim markecie była promocja i można było w tej cenie kupić dwie puszki. No więc zadowolony któregoś dnia kupiłem dwa takie zestawiki z myślą, że będę miał na następne dni. Tego dnia ktoś się spytał, czy może wziąć łyka i wtedy mnie tknęło, że przecież mogę za dwójkę odsprzedać, bo i tak mam więcej, a wyjdzie taniej, niż z automatu. W ten sposób uszczęśliwiłem zarówno siebie, jak i znajomego z pracy. „Dlaczego by nie mieć ze sobą ich więcej?”, pomyślałem. Tak więc poświęcając przed pracą kilka minut w sklepie i inwestując jakieś 30 złotych kupowałem dwadzieścia puszek i sprzedawałem je po konkurencyjnej cenie 2,50, co dawało mi na koniec dnia 50 złotych, czyli dwadzieścia złotych na czysto. Niby dwadzieścia złotych to nie jest wielka kwota i można by uznać, że nie warta zachodu, jednak przez tydzień robiła się już z tego stówka, a w miesiąc cztery stówki. Już wygląda lepiej, prawda?

Początkiem wielkich rzeczy bywa często coś małego. Niby jest to banał, a którym wie każdy, ale mało kto zdaje się o tym pamiętać albo ignoruje tę prostą prawdę. Mamy wielkie marzenia, w myślach fantazjujemy o tym, jak to fajnie by było, gdyby się spełniły, ale jednocześnie wstrzymujemy się przed dążeniem do ich realizacji, wychodząc z założenia, że trzeba wystartować z grubej rury. W efekcie czekamy na jakiś siedmiomilowy but, który pozwoli jednym susem zbliżyć się do celu, zamiast zacząć od małego, lekkiego, jednego kroku, który sprawi, że będziemy o ten jeden krok bliżej do celu.

Właściciel strony Million Dollar Homepage po prostu kupił serwer, domenę i postawił stronę, na której oferował na sprzedaż milion pikseli, na których można było się reklamować. Jeden dolar za jeden piksel. Długo nie musiał czekać na zapełnienie strony obrazkowymi odnośnikami do innych stron. A zaczęło się od tego, że chciał w jakiś sposób znaleźć środki na pokrycie swojej nauki. Za to w Kanadzie pewien człowiek wymyślił, że wymieni czerwony spinacz biurowy na coś lepszego, a to, co dostanie, na coś jeszcze lepszego, przez co po około roku i piętnastu dokonanych wymianach stał się właścicielem domu. Jest to tak fascynująca historia, że w celu upamiętnienia tych wydarzeń w mieście, w którym jego dom się znajduje, postawiono pomnik w kształcie (a jakże!) czerwonego spinacza i ogłoszono coroczne święto Czerwonego Spinacza.

Takich historii można poszukiwać i przytaczać bez końca, lecz wiesz, co jest w tym najlepsze? Ty również możesz zacząć tworzyć swoją własną historię! Możesz zacząć z naprawdę niewielkim wkładem własnym lub nawet od zera. Ważne, żebyś ruszył z miejsca i zaczął stawiać kroki w kierunku celu, który sobie obrałeś. Wtedy w sposób naturalny i zdrowy będziesz mógł sprawić, że z zasianego w głowie pomysłu może narodzić się coś wielkiego.

Chcesz zostać wspaniałym kucharzem? Zacznij eksperymentować z nowymi smakami, szukaj pomysłów na nowe potrawy i eksperymentuj z tymi, które już opanowałeś. Jeżeli myślisz o napisaniu książki, to napisz chociaż kilka zdań za każdym razem, gdy wpadnie Ci coś do głowy. Jeżeli chcesz rozkręcić wielką firmę to zacznij z tego punktu, w którym obecnie się znajdujesz – w wielu przypadkach nie trzeba od razu wykładać fortuny na inwestycje, poza tym zmniejszysz skalę ryzyka i naturalnie rozwiniesz zmysł zarządzania i szukania okazji. Marzą Ci się wakacje, ale nie wiesz skąd wziąć na to pieniądze? Codziennie opróżniaj swój portfel z pięciozłotówek. Zakładając, że będziesz wrzucał tylko jedną piątkę dziennie, powinno się udać uzbierać niecałe dwa tysiące w ciągu roku.

Nie przejmuj się, jeżeli nie wszystko udaje się za pierwszym razem. Według statystyk tylko co dziesiąta firma utrzymuje swoją działalność po roku od jej rozpoczęcia, a mimo to wciąż są nowe osoby, które próbują swoich sił licząc, że zasilą szeregi szczęśliwych dziesięciu procent przedsiębiorców. Ba, zwykle największy sukces przychodzi dopiero z trzecim biznesem! Są osoby, które egzamin na prawo jazdy zdały dopiero po wielokrotnych podejściach. Przypomnij sobie czy zaczynałeś naukę jazdy na rowerze od jazdy bez trzymanki i podrywania przedniego koła, czy może skupiałeś się z całych sił na tym, aby z tego roweru nie spaść?

Dlatego nie przejmuj się, że zaczynasz z niczym. Nie masz wtedy nic do stracenia, a możesz zyskać wszystko. Jeżeli nawet nie osiągniesz celu, to chociaż dokonasz wymiany poświęconego czasu na doświadczenie, które może okazać się bezcenne.

379 dni

Kategorie
Felieton

Nic nigdy nie jest na zawsze

Życie to ciągła jazda po nieznanej drodze. Czasami warunki do jazdy są idealne, bywają ostre zakręty, są też sytuacje, kiedy trzeba zawrócić albo obrać inny kierunek. Są momenty, kiedy podróżuje się samemu, często jednak ktoś nam w tej drodze towarzyszy. Choć dobrze mieć towarzystwo, każdy podąża do innego celu i prędzej czy później następuje moment, kiedy trzeba się rozdzielić.

Nie jestem w stanie zliczyć ile osób przewinęło się koło mnie przez moje całe dotychczasowe życie, ale z pewnością są to tysiące różnych ludzi – od szkolnych znajomości, przez współpracowników, towarzyszy treningów, na pani zza lady ze sklepu kończąc. Większość to chwilowe, przelotne znajomości, z częścią nawiązywały się jakieś głębsze relacje. Z tych wszystkich osób pozostało kilkadziesiąt, z którymi utrzymuję stały lub przynajmniej w miarę regularny kontakt, co oznacza, że te tysiące osób zeszły na dalszy plan lub wręcz odeszły w niepamięć. Mam też świadomość tego, że obecny stan rzeczy również prędzej czy później ulegnie zmianie i w międzyczasie pojawią się nowe osoby, które sprawią, że część z obecnych bliskich będzie musiało ustąpić im miejsca, zaś w tle przewijać się będą kolejne tysiące chwilowych znajomości. Nie ma po prostu możliwości, aby dla każdego z osobna mieć możliwość wygospodarować taką samą ilość czasu. Jest nawet hipoteza nazywana liczbą Dunbara, według której ludzki mózg jest w stanie zachować więzi społeczne z pewną maksymalną ilością osób (najczęściej przytaczana liczba to 150, choć sam autor, od którego nazwę wzięło całe pojęcie, najczęściej wspominał o 148 podkreślając, że jest to liczba mocno uśredniona i może się wahać) i nie da się na dłuższy okres przekroczyć tej liczby i prędzej czy później z kimś kontakt zacznie zanikać.

Zastanawiając się nad tym doszedłem do wniosku, że w zasadzie znaczną większość z poznanych w życiu osób dobrze wspominam i naprawdę fajnie by było, gdyby móc być z każdym na bieżąco, po czym dotarło do mnie, że tak naprawdę brakuje mi tylko niewielkiej części znajomości, które gdzieś przepadły, lecz niewiele można z tym zrobić. Pewnie, jakbym się trochę przyłożył, to dałoby się z paroma osobami odbudować dawne relacje, ale po pewnym czasie odnawianie znajomości może być trudniejsze, niż zupełnie nowa znajomość. W końcu każdy mniej lub bardziej się zmienia, pamięć jako niedoskonały mechanizm też odtwarza wizje danej osoby przez krzywe zwierciadło i nagle okazuje się, że w tym samym ciele może siedzieć zupełnie inny człowiek, niż ten, którego mamy ze wspomnień, więc nie tylko trzeba odkrywać tę osobę na nowo, ale również wymazać ze swojej głowy obrazy z przeszłości, czemu niejednokrotnie towarzyszy swego rodzaju dysonans poznawczy.

Bardzo lubię oglądać Matrixa, jest to jeden z moich ulubionych filmów, do którego wracam mniej więcej raz w roku. W trzeciej odsłonie serii przez cały seans przewija się stwierdzenie „wszystko, co ma początek, ma też koniec”. Z tego też powodu nie warto za wszelką cenę starać się kurczowo trzymać niektórych osób, miejsc czy zajęć. Każdy zna na pewno przynajmniej jedną osobę, która jedną decyzją w ciągu kilku dni przeniosła się do innego kraju, aby szukać swojej drogi do szczęścia, zostawiając za sobą wszystko. Co by nimi było, gdyby uwierzyły, że już na zawsze będą mieszkać w tym samym miejscu wykonując ten sam zawód i spotykając się ciągle z tymi samymi ludźmi? Czy tkwienie w miejscu i pogodzenie się z tym, że będąc kowalami swojego losu wykuliśmy już swoje przeznaczenie i niczego więcej nie należy od niego oczekiwać ma sens? Dla wielu perspektywa zmiany jest tak przeraźliwa, że starają się za wszelką cenę zachować status quo i porzucając jakiekolwiek próby przygotowania się na to, że kiedyś wiatr zawieje z innej strony. W końcu to, co jest znane, nieważne jak złe, jest zawsze z pozoru bezpieczniejsze, niż ryzyko płynące z rzucenia się w nieznane. Sęk w tym, że nie ma możliwości wiecznie trzymać się jednego stanu rzeczy i prędzej czy później jakaś zmiana nastąpi. Dlatego jestem zdania, że jako wspomniani wcześniej kowale powinniśmy cały czas kuć żelazo zwane przeznaczeniem, dopóki emanuje z nas żar.

Najgorszym momentem w oglądaniu wielosezonowych seriali czy wielotomowych książek jest ich skończenie, kiedy nagle trzeba rozstać się z poznanymi bohaterami i miejscami. Przez kilka chwil można odczuć poczucie żalu, że nie przeżyje się już z nimi żadnej przygody. Pozostaje tylko zachować wspomnienia i przygotować się na nowe, nieznane historie, sięgając kolejny tytuł. Z życiem jest podobnie, tylko odcinki i tomy są zwykle dłuższe.

393 dni

Kategorie
Felieton

Co zabierzesz ze sobą do grobu?

Za kilka dni na cmentarze rzucą się chmary ludzkie, aby układać wiązanki, palić znicze, sprzątać nagrobki i tak dalej. Jest to też czas przypominania sobie o zmarłych, rozpamiętując ich życiorysy i zastanawiając się co by było, gdyby dalej byli wśród nas. Myślę, że to dobra okazja, żeby przytoczyć jedną historię, która miała miejsce w Brazylii.

Sześć lat temu pewien brazylijski milioner, Francisco Scarpa Filho, postanowił ogłosić światu, że nie zamierza odchodzić z tego świata w zwyczajny sposób, a raczej że nie chce tak spędzić swojego życia po śmierci. W tym celu postanowił „pochować” swojego Bentleya Continental wartego kilkaset tysięcy dolarów, aby móc przemierzać światy pośmiertne ekspresowo i z klasą. Podobno do tego zainspirowały go egipskie grobowce, gdzie faraonom zostawiano wiele przedmiotów mających ułatwić im podróż przez zaświaty.

Oczywiście nie obyło się to wszystko bez echa. Na początku większość osób potraktowała to jako żart, jednak milioner umieszczał w Internecie zdjęcia i raporty z tego przedsięwzięcia. Stopniowo pojawiała się na niego nagonka, zarzucająca mu szaleństwo, dziwactwo i brak zdrowego rozsądku. Rzesze osób wytykały mu, że zamiast „marnować” samochód pod ziemią, mógłby go oddać albo sprzedać – cokolwiek, byle ktoś miał z niego pożytek.

Jednak milioner brnął dalej i mimo coraz większej fali krytyki spływającej na niego powoli i konsekwentnie realizował swój cel. aż w końcu doszło do dnia „pogrzebu”. Z tej okazji zaproszonych zostało wielu przedstawicieli mediów. Kiedy samochód zjeżdzał już do swojego „grobu”, bohater tej opowieści wygłosił przemówienie, które wyjaśniło sens całego przedsięwzięcia.

Nie pogrzebałem swojego samochodu, ale kiedy mówiłem, że to zrobię wszyscy uważali, że to absurd. Absurdem jest chowanie ciał, które mogą ocalić wiele żyć. Nie ma nic cenniejszego, powiedzcie to swojej rodzinie”.

Wszystko to okazało się fantastycznie przemyślaną i zrealizowaną akcją promującą pośmiertne przekazywanie organów do przeszczepów i podpisywania w tym celu deklaracji dawcy, gdyż w Brazylii wymagane jest wyrażenie zgody.

W Polsce teoretycznie panuje domniemanie zgody, czyli wychodzi się z założenia, że nieboszczyk nie ma nic przeciwko pobraniu swoich narządów. Jeżeli ktoś nie życzy sobie tego, wystarczy złożyć jeden formularz do Centralnego Rejestru Sprzeciwów. W praktyce jednak lekarze muszą najpierw znaleźć potwierdzenie u członków rodziny, którzy mogą w imieniu zmarłego podjąć decyzję odmowną nawet, jeżeli nie zgłosił się do rejestru.

Dlatego w tym roku, spotykając się ze swoimi bliskimi przy grobach, pomyślcie nie tylko o tych, którzy już do nich trafili, ale też o ludziach, którzy bez pomocy mogą w jednym z nich wylądować. Na organy ratujące życie każdego dnia czeka tysiące osób, dlatego upewnij się, że twoi bliscy wiedzą, że chcesz tym osobom ofiarować swoje narządy. Tobie się w grobie nie przydadzą, tak samo jak Bentley.

418 dni

Kategorie
Felieton

Czas na postanowienia końcoworoczne!

Czujesz, że ten rok nie minął Tobie tak, jak powinien? Żałujesz, że nie wystarczyło wytrwałości w realizacji noworocznych postanowień? Czy mimo tego chcesz osiągnąć pewien sukces w zbliżającym się powoli do końca (jakie powoli, jak ten czas leci jak burza) roku? Jeżeli tak, to mam pewną propozycję, która może uprzyjemnić pożegnanie starego i wkroczenie w nowy rok.

Zrób postanowienia końcoworoczne!

Postanowienia końcoworoczne to pomysł, który przyszedł mi do głowy parę lat temu i który polecam każdemu, kto chce coś zmienić w swoim życiu, lecz potrzebuje jakiegoś sposobu na zmotywowanie się do działania. Może to z początku brzmieć nieco zabawnie, ale zapewniam, że po wypróbowaniu tej metody spojrzysz na nią jako całkiem ciekawy sposób na realizację swoich celów i dość dobrą konkurencję dla przereklamowanych postanowień noworocznych.

Postanowienia noworoczne robił chyba każdy (na koniec 2018 roku była to ponoć – według sondaży znalezionych przeze mnie w Internecie – co druga osoba w kraju), lecz większość poddawała się w swoich postanowieniach już w końcówce stycznia! W zasadzie tylko kilka procent z osób, które robiły sobie takie postanowienia, było w stanie w nich wytrwać przez cały rok. Dlatego też jeżeli nie jesteś jedną z takich osób i chcesz mimo wszystko coś zmienić, to postaw tym razem na postanowienia końcoworoczne!

Wydawać by się mogło, że za dużej różnicy nie ma, czy postanowienia robi się na koniec roku czy na początku, jednak jest pewien czynnik, który może odegrać dużą rolę w podtrzymywaniu motywacji do osiągnięcia celu, a jest nim granica czasowa. Chodzi o to, że postanowienia noworoczne robi się zwykle na zawsze, bez określania w którym momencie lub do kiedy cel ma być osiągnięty. Z postanowieniami końcoworocznymi jest inaczej. Lepiej brzmi „do końca roku nie będę palił”, niż samo „rzucę palenie”. Nieokreślona przyszłość, a kilka tygodni stanowi różnicę. Łatwiej w czymś wytrwać, jeśli wiadomo, jak długo to potrwa. A jak już wytrzymasz do Sylwestra? Zapewne będziesz usatysfakcjonowany tym, że się udało i zechcesz pociągnąć postanowienie dalej, tym bardziej, że w wielu przypadkach dwa-trzy miesiące to okres, kiedy przy wytrwałej i sumiennej realizacji postanowienia zaczynają uwidaczniać się pierwsze efekty, przykładowo po dwóch miesiącach ćwiczeń zauważysz co najmniej lekką poprawę sylwetki i wydolności organizmu, zaś ucząc się przez trzy miesiące języka zdasz sobie sprawę, że możesz bez większych trudności uczestniczyć w prostej konwersacji.

Możesz to potraktować również jako swego rodzaju okres próbny przed podjęciem postanowienia noworocznego. Jeżeli nie jesteś pewien, czy będzie Ci się podobała nauka tańca, to chodząc na zajęcia przez czas, jaki został do końca roku, powinieneś się o tym przekonać. To samo podejście można zastosować do jakiegokolwiek planu, celu czy postanowienia. Dodatkowo jeżeli uznasz, że na okresie próbnym kończysz, to przynajmniej będziesz mógł odnotować mały sukces na koniec roku, przez co będziesz mógł go wspominać trochę milej, kiedy będzie przemijał. Za to jeżeli stwierdzisz, że mimo wszystko to dobry pomysł i chcesz go kontynuować, to będziesz miał solidne podstawy, aby od pierwszego stycznia w tym wytrwać – na pewno przez ten czas będziesz miał już wyrobione pewne nawyki związane ze swoim postanowieniem.

Co jeszcze mogę zaproponować, aby realizacja celu była łatwiejsza? Zamiast mówić „od jutra”, używaj stwierdzenia „tylko dzisiaj”. Jeżeli chcesz przestać objadać się słodyczami, a masz na wyciągnięcie ręki jakieś łakocie, powiedz sobie, że akurat dzisiaj nie zjesz. Jednodniowy post nie wydaje się tak ciężki do wytrzymania, jak świadomość, że masz unikać czegoś przyjemnego przez dłuższy czas. Poza tym przyszłość jest wielką niewiadomą, dlatego skup się na teraźniejszości.

Jeżeli potrzebujesz jeszcze jakichś rad, to poszukaj w internecie, tam jest dużo blogów osób zajmujących się motywowaniem i rozwojem osobistym, z których wiedzy możesz skorzystać. Jakie będzie Twoje postanowienie końcoworoczne?

428 dni

Kategorie
Felieton

Co jest dla ciebie cenne?

Mówi się, że są rzeczy, które są bezwartościowe. Są też rzeczy, które są bezcenne. Za wszystko inne zapłacisz kartą… Ekhm. Co ciekawe, jakby spytać garść osób o wartość jakiegoś przedmiotu, mogłyby paść naprawdę różne odpowiedzi, w tym dwie powyższe skrajności. Jak to w ogóle jest możliwe?

Dla większości osób kwestia wartości jest dość oczywista. Idziesz do sklepu, widzisz coś interesującego, spoglądasz na cenę i widzisz, ile jest to coś warte. Proste, prawda? Dla ciebie może być to wysoka cena. Nie znaczy to jednak, że zaraz nie podejdzie ktoś, kto uzna tę samą cenę za niską. Kto ma w tej sytuacji rację?

Cóż, wartość jest kwestią indywidualną i każdy człowiek z osobna uznaje jakieś usługi albo przedmioty za mniej lub bardziej wartościowe i jest to całkowicie naturalne zjawisko. Dla mnie przykładowo dowolny sprzęt wędkarski jest całkowicie obojętny i choćby to była wędka TurboHiperUltraBarakuda5000+ to nie kupiłbym jej nawet za parę złotych, za to na tego typu sprzęt na pewno znajdą się fanatycy wędkarstwa będący w stanie wydać kwoty grubsze, niż wszystkie wyłowione przez nich sumy razem wzięte.

Teraz trzeba odpowiedzieć na pytanie „od jakiego momentu zaczynają się grube sumy?”. Zarówno, jeżeli pytamy w kontekście ryb, jak i cen, odpowiedzi będą bardzo różne. Pokaże to po raz kolejny, że każdy ma własną definicję tego pojęcia i dla jednej osoby będzie to sto złotych, dla innej sto tysięcy złotych, dla kolejnej sto milionów euro. I weź tu, człowieku, się w tym połap…

Banknot o nominale 20 złotych warty dla kogoś 35 złotych.

Wracając do sytuacji z ceną w sklepie, trzeba pamiętać, że cena każdego towaru w sklepie nie bierze się z powietrza i nakłada się na nią cała gama czynników, o których czasami nawet nie mamy pojęcia. Weźmy dla przykładu masło. Zanim trafi do sklepu, musi zostać przywiezione z przetwórni mleczarskiej, do którego trafiło wcześniej w formie mleka, które zostało pozyskane od rolnika. Po drodze trzeba zapłacić kasjerce w sklepie, kierowcy ciężarówki, pracownikom przetwórni, kierowcy cysterny, pracownikom na farmie. Do tego wszystkiego dochodzą koszta takie, jak opłaty za energię, ubezpieczenia, podatki. Nagle się okazuje, że coś, co przy odpowiedniej determinacji może zrobić w zasadzie każdy, zaczyna kosztować w sklepie kilka razy więcej.

Czy to oznacza, że za każdym razem ktoś próbuje z nas zedrzeć jak najwięcej? W większości przypadków nie, po prostu każdy etap to jakiś koszt, który musi być zawarty w cenie końcowej, który sprawia, że dostarczenie towaru ma ekonomiczny sens dla każdej z biorących udział w tym procesie stron. W końcu gdyby na przykład wspomnianemu wcześniej kierowcy cysterny nie opłacało się jeździć z tym mlekiem, to wtedy cały proces produkcji stoi w miejscu. Nikt nie będzie przecież pracował bez zarobku.

Do całego tematu dochodzi jeszcze jedna kwestia. Są pewne rzeczy, które dla całego świata mogą nie mieć większego znaczenia, jednak znajdzie się jedna osoba lub dwie, dla których ta sama rzecz będzie absolutnie bezcenna. Chyba każdy, kto ma coś na wzór talizmanu czy amuletu wie, o co chodzi. Choćby ktoś dawał walizkę diamentów, nie zamienisz tego, ponieważ wartość sentymentalna jest nieskończenie większa.

Not all treasure is silver and gold, mate.

Kapitan Jack Sparrow

Mając powyższą mądrość w głowie warto przemyśleć swój system wartości, ponieważ nie jest to coś uniwersalnego. Dążenie do posiadania mnóstwa pieniędzy jest samo w sobie bezsensowne, jeżeli nie mają służyć niczemu innemu jak posiadanie statusu bogacza. Wystarczy zapoznać się pobieżnie z biografią niejakiego Siddharthy Gautamy, który żył jakieś 2500 lat temu w królewskiej rodzinie pełnej luksusu i bogactw, a i tak uciekł ostatecznie od tego wszystkiego i oddając się szukaniu sensu istnienia dał początek temu, co dzisiaj nazywamy buddyzmem.

Dlatego bardzo ważne jest, abyś był świadomy tego, co jest dla ciebie ważne i tym wlaśnie rzeczom nadawał priorytetową wartość, bez zawracania sobie głowy pozostałymi sprawami. I nie mówię tu tylko o rzeczach materialnych, ale o każdym aspekcie życia. Jeśli mocno pragniesz wybrać się w podróż dookoła Europy, to skupiaj swoje moce przerobowe na tym – nie musisz posiadać w międzyczasie nowej konsoli, żyłeś wszak bez niej. Chcesz zadbać o formę? Siłownia, basen czy dieta nie powinny być wtedy kosztem nie do przeskoczenia. Jeśli chcesz mieć cały czas udany związek, to musisz o niego dbać w każdej sekundzie, a nie tylko wtedy, kiedy akurat masz dobry nastrój. Czujesz, że musisz odpocząć? Pierdolnij to wszystko i wyjedź w Bieszczady. Reszta nie ma znaczenia.

Dlaczego jest bardzo ważne zrozumienie tej kwestii? Ponieważ jeżeli będziesz za mocno skupiał się na rzeczach, które masz w dupie, to twoje życie będzie gówniane. Jeśli będziesz skupiał się na rzeczach dla ciebie cennych, to będziesz mógł podejrzewać, że gdzieś wokół ciebie kręci się Midas.

462 dni