Kategorie
Madera Podróże

Przysmaki Madery

Maderę uwielbiam z wielu powodów, a jednym z nich jest jej smak. W tym wpisie przybliżę to, co pod względem kulinarnym jest według mnie na tej wyspie najbardziej warte uwagi.

Już pierwszy wieczór na Maderze minął pod znakiem nowości, gdyż zostałem zabrany do jednego z lokalnych barów „Virtú’s Bar„, gdzie na dużego głoda zostało mi zarekomendowane Prego. Jest to swojska wariacja hamburgera, w której zamiast kotleta serwowany jest grillowany stek włożony wewnątrz regionalnego pieczywa Bolo do Caco, które przyrządza się na bazie mąki i batatów. Jest ono płaskie, okrągłe i najczęściej zaraz po wypieczeniu krojone na pół i smarowane wewnątrz masłem czosnkowym (choć można trafić też na warianty słodkie, wypełniane chociażby Nutellą). Prego Especial, które wybrałem, to wydanie wzbogacone o dodatkowe składniki, najczęściej o ser, szynkę, sałatę i pomidora. Jak to swojski hamburger, można go dostać w niemal każdym lokalu na wyspie w naprawdę dobrej cenie.

https://www.madeiramazing.com/wp-content/uploads/2018/07/prego-especial-madeira-steak-sandwich-1.jpg
Prego Especial. Źródło: madeiramazing.com

Drugi lokalny rarytas, jakim zostałem uraczony tego wieczoru, to również obecny w każdym barze drink Poncha, który jest tak samo dobry, jak mocny, zaś jego przygotowanie to będący gratką dla oczu mini-rytuał. Jego podstawą jest Aguardente (można przetłumaczyć na polski język jako ognista woda) – rum zawierający około 50% alkoholu wyrabiany z trzciny cukrowej (która niegdyś była „białym złotem” i głównym bogactwem Madery). Pozostałe główne składniki to miód i wyciśnięty sok z pomarańczy i cytryn. Wszystko to wlewa się do wysokiego dzbanka i pieczołowicie miesza specjalnie do tego przeznaczonym caralhinho, po czym rozlewa do małych kieliszków przypominających kieliszki do koniaku. W przypadku ponchy występuje wiele wariantów różniących się dodawanym sokiem – wśród turystów na przykład popularna jest poncha z dodatkiem soku z marakui, zaś wśród rybaków z Câmara de Lobos rządzi Poncha à Pescador – rybacka poncha, która składa się wyłącznie z aguardente i soku z cytryny, będąca (przynajmniej ich zdaniem) idealnym sposobem na ochronę przed przeziębieniem. Zwykle barach do ponchy (lub piwa) podaje się zagryzkę w postaci orzeszków lub łubina.

https://i.pinimg.com/600x315/2b/88/10/2b88106b63a9d377d7a2b28b23ff706e.jpg
Poncha oraz caralhinho. Źródło: pinterest.com

W tym miejscu czuję się w obowiązku przestrzec przed kupowaniem butelkowanej ponchy, którą można znaleźć w sklepach! Jest ona zwykle dość droga nawet w porównaniu z cenami w barach, lecz jej największym grzechem jest zmiana jej składu wynikająca z konieczności wydłużenia terminu do spożycia, co najczęściej oznacza porzucenie naturalnego soku z cytrusów na rzecz chociażby koncentratów i nierzadko dodaniu substancji konserwujących, które wpływają niekorzystnie na jej smak. Dlatego też jako alternatywę osobiście gorąco polecam kupić butelkę aguardente, by później samodzielnie przyrządzać ponchę według własnych preferencji względem proporcji i doboru owoców, zaś dokupując dodatkowo caralhinho możesz samodzielnie odtworzyć cały rytuał – zapewniam, że w ten sposób dużo bardziej zaintrygujesz tych, których będziesz nią częstował!

Wino Madera z winnicy Blandy’s.

Z alkoholu dostępnego w sklepach warto za to zainteresować się winem Madera. Jest to wino likierowe – w procesie produkcji dodaje się destylowanego alkoholu (zwykle spirytus z trzciny cukrowej) w celu przedłużenia procesu fermentacji, dzięki czemu kilkaset lat temu trunek ten mógł przetrwać wielotygodniowe podróże w statku na kontynent. Szybko odkryto, że tak „zabezpieczone” wino nie tylko dobrze znosiło długi czas transportu pod pokładem, gdzie panowały bardzo wysokie temperatury, a wręcz nabierało bogatszego smaku po dotarciu na miejsce. Obecny postęp technologiczny pozwala na przemieszczanie się na wodach dużo szybciej, więc warunki panujące pod pokładami statków imituje się obecnie w specjalnych pomieszczeniach zwanych estufas, w których utrzymuje się temperaturę w okolicach 30-40 stopni Celcjusza – taka, jaka panowała pod pokładami statków. Wszystko to sprawia, że wino z Madery nie jest zwykłym winem i serwuje się je raczej jako zwieńczenie posiłku – nawet wytrawne odmiany mają w sobie wyczuwalną słodycz, zaś zawartość alkoholu może niekiedy przekraczać nawet 20%. Na sklepowych półkach można znaleźć butelki z różnych „kategorii wiekowych” – od najpowszechniejszych trzyletnich do takich, które leżakowały w beczkach 20 lat. Jeszcze lepiej ma się sprawa, kiedy uda się na wycieczkę do jednej z tutejszych winiarni – znaleźć tam można nawet wino zakorkowane w XIX wieku!

https://broganabroad.com/wp-content/uploads/2019/06/Mercado-dos-Lavradores-Funchal-Madeira.jpg
Stoisko z owocami w Mercado Dos Lavradores. Źródło: broganabroad.com

Następne dni mijały na odkrywaniu kolejnych fantastycznych smaków, choć muszę przyznać, że to właśnie wspomniane wyżej prego i poncha stanowiły podstawę prawie każdego wyjścia na miasto. Do codziennych przysmaków mogę też dołożyć całą gamę marakui – owocu, który można określić wizytówką Madery. Występuje on na wyspie w wielu różnych odmianach i oprócz najpopularniejszej fioletowej można też znaleźć marakuję bananową, pomidorową, cytrynowa… ponoć wszystkich rodzajów tego owocu można znaleźć aż 28, choć osobiście udało mi się spotkać około 10 z nich. W każdym razie jest jej bez liku i jest składnikiem dużej części deserów czy słodkich dań serwowanych w restauracjach.

https://www.madeira-holidays.eu/wp-content/uploads/2013/09/delicious-fruit-madeira.jpg
Monstera. Źródło: madeira-holidays.eu

Dużą ciekawość wzbudza też anona, która wygląda jak przerośnięte, łuskowane jabłko, zaś miąższ wzbudza skojarzenia z gruszkowatym budyniem. Jeszcze więcej uwagi przyciąga monstera, zwana często banano-ananasem, która podobnie, jak anona, z wyglądu przypomina ogromnego banana z łuskami, w smaku zaś przypomina – a jakże! – kombinację ananasa z bananem. Najpowszechniejszym owocem Madery jest jednak banan, którego plantacje ciągną się niemal przez cały południowy brzeg. Nie są to jednak te same banany, które znaleźć można w polskich sklepach – na Maderze są one mniejsze i słodsze. Podobnie, jak marakuja, jest często obecny w różnych potrawach, z czego najciekawsza jest jego obecność na talerzu razem z….

https://www.thisismadeiraisland.com/wp-content/uploads/2019/01/anonas.jpg
Anona. Źródło: thisismadeiraisland.com

Espada Preta, czyli po naszemu Pałasz Atlantycki, to kolejny gastronomiczny symbol wyspy. Ta niezbyt urodziwa ryba nie jest zbyt łatwa do odłowienia – normalnie żyje na głębokościach w okolicach tysiąca metrów p.p.m. i dopiero w nocy, kiedy przychodzi pora na żer, wypływa na mniejsze głębokości, dając rybakom możliwość połowu. Po odpowiednim przygotowaniu jej mięso jest bardzo smaczne i delikatnie, niemal rozpływające się w ustach. Serwowana jest najczęściej w towarzystwie pieczonego banana, choć można też znaleźć ją z dodatkiem chociażby musu z marakui – w takim właśnie formacie miałem okazję jej spróbować w restuaracji Beira Mar w miejscowości Calheta i zdecydowanie polecam ją każdemu, kto będzie w tej okolicy, choć wiele innych jadłodajni i restauracji podaje ją w takiej odsłonie. Zdecydowanie warto chociaż raz posmakować tej ryby, gdyż powszechnie dostępna jest tylko na Maderze.

https://images.fineartamerica.com/images/artworkimages/mediumlarge/3/espada-preta-the-black-scabbard-fish-dave-williams.jpg
Espada preta. Źródło: fineartamerica.com

Oczywiście Espada, mimo swojej rangi, to zaledwie ułamek bogactwa, które mają do zaoferowania wody Madery. Ocean pełny jest przeróżnych odmian ryb i owoców morza i niemal zawsze ma się pewność, że to, co dostaniesz na talerzu będzie świeże. Na szczególną wzmiankę zasługują jednak lapas, czyli po naszemu skałoczepy – mięczaki podawane z roztopionym masłem i cytryną, które są często serwowane jako przystawka przed daniem właściwym. Innym popularnym daniem jest caldeirada, czyli zupa rybna, tej jednak nie zdarzyło mi się spróbować – nie jestem wielkim fanem zup, poza tym zawsze znalazło się coś brzmiącego smaczniej.

https://alchetron.com/cdn/espetada-3982d244-8791-4cae-9f43-fd4c55e0f6b-resize-750.jpeg
Espetada. Źródło: alchetron.com

Kolejna wizytówka kulinarna wyspy to Espetada. Nazwa nie jest związana z konkretnym daniem, lecz bardziej ze sposobem przyrządzania go i w wielkim skrócie jest to portugalska wariacja szaszłyka. Na Maderze są to najczęściej pokrojone w kostki i oprószone przyprawami (głównie kombinacją soli, pieprzu, liści laurowych i czosnku) pieczone kawałki mięsa wołowego, choć da się też znaleźć alternatywy w postaci kurczaka lub owoców morza. Zgodnie z tradycją mięso powinno być nadziane na patyk z drzewa laurowego, lecz z oczywistych względów w większości lokali stosuje się obecnie metalowe pręty, które można zawiesić na specjalnym stojaku, dzięki czemu łatwiej jest ściągnąć mięso na talerz, choć i tak trzeba do tego trochę wprawy – za pierwszym razem bałem się, że przewrócę całą konstrukcję albo wszystkie kostki wypadną mi za stół. Bezapelacyjnie najlepszym miejscem, by spróbować tego dania, jest restauracja Viola w Câmara de Lobos, która w zasadzie nic innego nie serwuje. Nie warto jednak wybierać się tam w weekend – wtedy lokal przejmują mieszkańcy wyspy i trzeba liczyć się z baaardzo długimi kolejkami.

https://ncultura.pt/wp-content/uploads/2020/03/Bolo-de-mel-da-Madeira.jpg
Bolo de mel. Źródło: ncultura.pt

Madera słynęła niegdyś z upraw trzciny cukrowej, nie powinno więc dziwić, że po uzyskaniu „białego złota” w postaci cukru znaleziono sposób na to, by wykorzystać powstałą w procesie rafinacji melasę. To właśnie ona jest głównym składnikiem tradycyjnego ciasta bolo de mel, które w smaku i wyglądzie jest bardzo podobne do naszego piernika z dodatkiem orzechów i rodzynek. Inny popularny deser, idealny do kawy to chociażby pastel de nata, czyli budyniowe babeczki z ciasta francuskiego. Oczywiście istnieje też cała gama ciast z dodatkiem marakui czy bananów.

https://portugalinews.eu/wp-content/uploads/2018/11/pasteldenata.jpg
Pastel de nata. Źródło: portugalinews.eu

Na specjalną wzmiankę zasługuje również Dolina Zakonnic, która oprócz niepodważalnego piękna ma do zaoferowania również swoją kulinarną specjalność – kasztana jadalnego. Można odnieść wrażenie, że jest on serwowany w każdej formie, począwszy od samych prażonych kasztanów, przez kasztanowe wariacje popularnych deserów, jak kasztanowe pastel de nata czy queijadas – bułki z serem (oraz kasztanem oczywiście!), na likierze z kasztana kończąc.

Z pewnością nie wymieniłem w tym tekście wszystkich specjałów Madery, jednak wymienione wyżej rzeczy najbardziej kojarzą mi się z tą wyspą. Ach, jak bardzo chciałbym tego wszystkiego spróbować ponownie!

60 dni

Kategorie
Madera Podróże

Sylwester w Funchal

Jeżeli szukasz miejsca, w którym będziesz mógł przeżyć w sposób wyjątkowy przywitanie nowego roku, powinieneś zdecydowanie skierować swój wzrok na stolicę Madery.

Funchal jest niewątpliwie miejscem fascynującym, pełnym urokliwych miejsc. Jest to też miejsce, do którego na ostatni dzień w roku przybywa dziesiątki tysięcy turystów! Znakomita większość z nich przybywa na pokładach statków wycieczkowych – w ubiegłym roku do Funchal przybiło łącznie 10 tego typu statków, którymi podróżowało dwadzieścia pięć tysięcy pasażerów i 9000 członków załogi, czyli łącznie 34 tysiące osób! Tylko dwa z nich zostały całą noc w porcie; pozostałe osiem zatrzymały się na otwartych wodach blisko miasta, by kilkanaście minut po północy kierować się w dalszą podróż.

Co sprawia, że Madera jest tak atrakcyjnym miejscem w trakcie Sylwestra? Niewątpliwie wielka zasługa w tym zapierającego dech w piersiach pokazu sztucznych ogni, który od wielu lat jest stałym elementem witania nowego roku na tej wyspie. Kiedy zegary wybiją północ, Funchal zostaje dosłownie otoczone blaskiem petard i fajerwerków, które są odpalane z kilkudziesięciu miejsc jednocześnie, tworząc niesamowity, trwający łącznie osiem minut spektakl. Jest to wydarzenie na tyle wyjątkowe, że pierwszy taki pokaz z przełomu 2006/2007 został zapisany do Księgi Rekordów Guinessa jako największy pokaz sztucznych ogni. W tym czasie z 31 stanowisk naziemnych i 6 nawodnych wystrzelono 17 ton materiałów wybuchowych w postaci ponad 660 tysięcy fajerwerków! Pokaz ten jest od tamtej pory powtarzany z podobną pompą i mimo, iż w 2012 roku Kuwejt odebrał Maderze ten tytuł, to wciąż można być pewnym, że show w Funchal będzie każdego roku równie wyjątkowy!

Źródło zdjęcia: travel-to-madeira.com

Warto wtedy znaleźć odpowiednio wcześniej dobre miejsce do obserwacji, co może stanowić nie lada wyzwanie, gdyż przestrzeń na najważniejszych punktach widokowych potrafią być zajmowana już od samego rana. Wiele osób decyduje się również na oglądanie pokazu z centrum miasta, gdzie przed północą tłumy opuszczają domy, hotele czy restauracje, by udać się w kierunku placu miejskiego lub promenady w celu podziwiania wybuchowego spektaklu. Można też rozważyć oglądanie pokazu z oceanu – wiele firm organizujących na co dzień rejsy katamaranami i mniejszymi statkami przygotowuje specjalną ofertę na sylwestrową noc. W tym przypadku zwłoka rownież nie jest wskazana, gdyż miejsca rozchodzą się bardzo szybko!

Gdy wybije północ, warto chociaż na chwilę oderwać się od hipnotyzującego pokazu, aby w trakcie dwunastu uderzeń zegara zjeść dwanaście winogron (lub rodzynek) i pomyśleć życzenie przy każdym z nich – w ten sposób zapewnisz sobie pomyślność w nadchodzącym roku. Bardzo wskazane jest też posiadanie w tym czasie pieniędzy w kieszeni, dzięki czemu nie zabraknie ich przez cały rok. Sam pokaz fajerwerków to nie tylko rozrywka, ale również sposób na to, aby przepędzić i odstraszyć złe duchy krążące po wyspie!

Źródło zdjęcia: madameedith.com

Samo Funchal w ostatnie dni w roku tętni życiem – w zasadzie każdego dnia można wybrać się na jakiś koncert lub spektakl, między innymi koncert Orkiestry Madery, który ma miejsce ostatniego dnia roku w pobliżu portu. Avenida Arriaga, jedna z głównych ulic miasta, zapełniona jest kramikami, w których można kosztować lokalne specjały. To wszystko, w połączeniu z bożonarodzeniowymi iluminacjami i ozdobami sprawia, że na koniec grudnia i początek stycznia stolica Madery jest niewątpliwie miejscem z niepowtarzalnym, magicznym klimatem.

Jeżeli za rok będziesz zastanawiał się nad miejscem powitania nowego roku, zdecydowanie rozważ Maderę i Funchal – jest to jedno z najbardziej wyjątkowych miejsc, w którym można być w Sylwestra i Nowy Rok.

356 dni

Kategorie
Madera Podróże

Lewada – wizytówka Madery

Nie da się opowiadać o Maderze bez chociażby jednokrotnego wspomnienia o lewadach. Jest to na tyle ważny element tej wyspy, że nie wybrać się na jedną z nich to jak pominąć Big Bena, Tower Bridge albo pałac Buckingham w trakcie wizyty w Londynie.

No dobra, tylko czym są te lewady?

Lewada (od portugalskiego levar, które oznacza m. in. „nieść”) to dość imponująca i zmyślna sieć kanałów rozsianych po niemal całej wyspie, których zadaniem było dostarczanie wody z wyższych partii wyspy do niżej położonych lądów zagospodarowanych pod uprawę trzciny cukrowej na południowej części wyspy. Są one bardzo ważne dla funkcjonowania mieszkańców, gdyż bez nich pola uprawne, ze względu na ukształtowanie wyspy, która jest pełna stromych zboczy, były trudne do odpowiedniego nawodnienia.

Pierwsze wzmianki o lewadach można odnotować już w XV. wieku, czyli niedługo po osiedleniu się pierwszych ludzi na Maderze, przy czym większość źródeł mówi o rozpoczęciu budowy pierwszej z nich w XVI. wieku. Czasami zbudowanie fragmentu lewady było trudnym zadaniem, wymagającym niejednokrotnie prac przy urwiskach albo przebijania się przez skały w celu wydrążenia tuneli! Równolegle z kanałem często tworzono ścieżkę dla levadeiros – pracowników odpowiedzialnych za konserwację i naprawę lewad, aby mogli szybciej i łatwiej dostać się do pożądanych fragmentów kanałów.

Ostatnie lewady oddane do użytku zostały zbudowane w latach siedemdziesiątych XX. wieku, dzięki czemu Madera może się pochwalić siecią ponad 200 lewad, choć co do ich całkowitej długości nie ma jednoznacznych informacji – wiele źródeł podaje 1400 lub 2500 kilometrów, można też trafić na liczby przekraczające trzy tysiące kilometrów. Taką wartość podaje na przykład strona UNESCO – w 2017 roku lewady uzyskały swoją „kandydaturę” do pojawienia się na liście Światowego Dziedzictwa tej organizacji. Byłyby wtedy drugim takim elementem wyspy, obok lasów wawrzynowych, które wpisane zostały do tej listy w 1999 roku, a przez które niektóre z lewad przebiegają.

Dopiero od kilkudziesięciu lat ścieżki biegnące wzdłuż lewad mają tak wielką popularność. Najpierw zaczęli korzystać z nich mieszkańcy wyspy, którzy zaczęli odkrywać, że niektóre ze szlaków są dobrą alternatywą do przemieszczania się między poszczególnymi miejscowościami lub punktami na wyspie. Dopiero rozwój turystyki na Maderze, która zaczęła się prężnie rozwijać w latach siedemdziesiątych sprawiła, że na lewadach zaczęło robić się coraz tłoczniej i stały się jednym z obowiązkowych elementów wizyty na wyspie.

Czemu są one tak popularne?

Myślę, że nie będzie z mojej strony przesadnym twierdzenie, że lewady same w sobie stanowią jedynie dodatkowy element widokowo-historyczny do szlaków, które wzdłuż nich prowadzą. To, co urzeka najbardziej, to bogactwo krajobrazów, które potrafią się zmieniać niekiedy z każdym pokonanym kilometrem! Przede wszystkim wrażenie robi niesamowita ilość i różnorodność roślinności – można trafić na wspomniane wcześniej lasy wawrzynowe, by później przejść przez wąską na kilkadziesiąt centymetrów ścieżkę prowadzącą obok urwiska i wyjść na pola uprawne.

Bardzo często trasy biegnące wzdłuż lewad mają odbicia prowadzące do zapierających dech w piersiach punktów widokowych albo niesamowitych dzieł natury jak na przykład wodospad Risco, który można podziwiać zarówno z dołu, docierając do punktu 25 Źródeł, lub też z góry, przemierzając trasę do Lagoa do Vento, gdzie po drodze (lub lekko poza drogą) można trafić na fantastyczne jeziorka i oczka wodne.

Czasami, zerkając do wody płynącej w lewadzie, można też natknąć się na pływające w niej pstrągi. Nie pływają tam przypadkiem – są one hodowane w Ribeiro Frio i wpuszczane do lewad, aby „filtrować” wodę z mniejszych organizmów. Stanowią też swoisty wyznacznik jakości wody – jeżeli pływające w lewadach pstrągi wykazują oznaki choroby, dokonuje się kontroli wody.

Wyprawa na przynajmniej jedną z lewad jest według mnie obowiązkowym punktem wycieczki na Maderę. W przyszłości przybliżę kilka najciekawszych tras (nie tylko wzdłuż lewad) oraz podpowiem jak się do nich przygotować.

372 dni

Kategorie
Madera Podróże

Lotnisko Madery – czy faktycznie takie niebezpieczne?

Często, kiedy wyszukuje się informacji o Maderze, można dowiedzieć się, że tamtejsze lotnisko jest równie niebezpieczne dla podróżujących, jak dla bramkarzy Cristiano Ronaldo (którego imię zostało wpisane w nazwę obiektu w 2016 roku). Jedno z najniebezpieczniejszych na świecie! Jak jest naprawdę?

Cóż… Na pewno wzbudza ono wiele emocji, głównie dzięki swojej nietypowej konstrukcji oraz dziesiątkom nagrań, na których można ujrzeć bujające się na prawo i lewo samoloty, próbujące usilnie utrzymać równowagę w trakcie lądowania.

Zdecydowanie nie można o nim powiedzieć, że jest to najbezpieczniejsze lotnisko na świecie, jednak obecnie twierdzenie, że jest ono bardzo niebezpieczne, jest trochę na wyrost. Co więc wpływa na taką renomę maderskiego lądowiska?

Źródło zdjęcia: https://www.dailymotion.com/video/x2uq6zq (warto obejrzeć!)

Kiedy w roku 1964 lotnisko zostało oddane do użytku, długość pasa startowego wynosiła raptem 1600 metrów! To bardzo niewiele – nie wszystkie samoloty były w stanie lądować. Dla większych maszyn było to zwyczajnie za mało, dlatego też na Maderę latały głównie mniejsze samoloty.

Był to też jeden z powodów, przez który 19 listopada 1977 roku doszło do tragicznego wypadku, kiedy to wskutek złych warunków pogodowych oraz błędnej decyzji pilota samolot linii TAP, który po wylądowaniu wpadł w poślizg na mokrej nawierzchni, nie zdążył ponownie się oderwać od ziemi i runął na plażę znajdującą się na końcu pasa, kilkadziesiąt metrów poniżej poziomu lądowiska, uderzając dodatkowo w most znajdujący się zaraz pod pasem. Doszło do zapłonu kabiny, w wyniku czego śmierć poniosło 131 ze 164 osób znajdujących się wtedy na pokładzie. Była to swego czasu największa katastrofa lotnicza, która miała miejsce na terenie Portugalii.

To tragiczne zdarzenie było głównym motorem napędowym do tego, aby zwiększyć długość pasa startowego. W efektcie w 1986 roku zyskał dodatkowe 200 metrów, zaś od roku 2000 ma już w sumie niemal 2800 metrów długości. Jest on więc obecnie wystarczająco długi, aby obsługiwać znaczną większość latających obecnie samolotów. Dla porównania – Warszawa Modlin czy Poznań Ławica mają pasy startowe o długości 2500 metrów – prawie 300 metrów mniej.

Warto wspomnieć, że zadanie przedłużenia pasa było szalenie trudnym zadaniem, gdyż… nie było za bardzo gdzie tego dokonać z powodu ograniczeń terenu – lotnisko zbudowane zostało na zboczu klifu, więc nie było miejsca na dołożenie dodatkowych metrów. Z tego względu zdecydowano się na nieszablonowe rozwiązanie – tam, gdzie kończył się grunt, postawiono platformę wspartą na 180 kolumnach mających 70 metrów wysokości! Rozwiązanie takie nie tylko doskonale spełnia swoją rolę, ale sprawia też, że jest to jeden z najciekawszych obiektów lotniczych na świecie – w 2004 Międzynarodowe Stowarzyszenie Inżynierii Mostowej i Konstrukcyjnej przyznało temu dziełu nagrodę wybitnego osiągnięcia inzynieryjnego.

Źródło zdjęcia: www.madeiraislandnews.com

Tak więc długość lądowiska obecnie nie stanowi przyczyny do nazywania lotniska na Maderze jednym z najniebezpieczniejszych na świecie. Jaki więc może być inny powód, dla którego jest on tak (nie)sławny?

Wspomniane przeze mnie wcześniej położenie na zboczu to nie tylko wymuszenie nietypowych rozwiązań w celu przedłużenia lądowiska, ale również częste niesprzyjające warunki pogodowe. Silne, porywiste wiatry boczne potrafią dość mocno utrudnić możliwość łagodnego wylądowania. Z tego powodu piloci, którzy chcą latać na Maderę, muszą odbyć dodatkowe szkolenia przygotowujące ich do podróżowania na to konkretne lotnisko.

Dodatkowym elementem bezpieczeństwa jest odgórny maksymalny limit siły wiatru uniemożliwiający jakiejkolwiek maszynie start, zaś samoloty będące już w powietrzu są odsyłane do sąsiedniej wyspy Porto Santo lub na któreś z lotnisko na Wyspach Kanaryjskich do momentu, aż wiatr osłabnie.

Problem polega na tym, ze limity te są niezmienione od początku funkcjonowania obiektu, czyli od czasów, kiedy pas startowy był o 1300 metrów krótszy, więc w zasadzie obecnie, gdy długość lądowiska wzrosła prawie dwukrotnie, większość samolotów nie powinna mieć większych problemów z bezpiecznym manewrowaniem, jednak groźba utraty licencji do lotów na Maderę za złamanie tych wytycznych skutecznie odstrasza pilotów od lotniska w chwilach, kiedy limity są przekroczone.

Dlatego też trzeba być gotowym na to, że mimo pozornie normalnej aury pojawią się minimum kilkugodzinne opóźnienia spowodowane zbyt silnym wiatrem. Ja na przykład musiałem czekać prawie dwadzieścia cztery godziny, zanim mogłem opuścić wyspę. Tak wyglądała tablica wylotów w momencie, kiedy pojawiłem się na lotnisku…

Mimo, iż historia lotniska na Maderze i jego położenie to dość interesujący wyróżnik na tle większości tego typu obiektów, nie ma obecnie absolutnie żadnego powodu, aby lotu na tę wyspę obawiać się bardziej, niż do innych miejsc. Warto się za to uzbroić w cierpliwość co do terminowości przelotów oraz mieć na uwadze, że lądowanie może być nieco „ciekawsze”, niż zwykle.

466 dni

Kategorie
Madera Podróże

Magiczna Madera

Zanim pojawiłem się na Maderze, zdążyłęm o niej usłyszeć z bardzo wielu ust bardzo wiele pozytywów, które koncentrowały się na tym, że jest to przepiękna wyspa. Z reguły biorę lekką poprawkę na wszelkie oceny i opinie, ale jak się później przekonałem, wszelkie peany były jak najbardziej uzasadnione.

Na Maderze spędziłem kilka miesięcy w zimowym okresie – od listopada do marca. Mimo, iż pogoda wtedy bywa nieco bardziej kapryśna, nie tylko nie sprawiało to zbyt często problemów, ale czasem dodawało wręcz uroku wojażom. Dzięki temu miałem okazję poczuć niepowtarzalny klimat świąt Bożego Narodzenia, który był obecny na każdym kroku, jak również ujrzeć zdecydowanie najlepszy noworoczny pokaz sztucznych ogni. Uniknąłem również upałów, które mogłyby dokuczać w trakcie pieszych wędrówek.Właśnie – spacerowanie po naprawdę urzekających szlakach to zapewne jeden z głównych powodów, dla którego warto przemyśleć odwiedzenie tej portugalskiej wyspy. Liczne szlaki, bardzo często prowadzące wzdłuż lewad, czyli kanałów niosących wodę („levar” oznacza po portugalsku „nieść”) prowadzą do naprawdę zapierających dech w piersiach punktów widokowych, w których można ujrzeć wodospady, potoki, doliny, góry, ocean… Osobiście zrobiłem tylko kilkanaście tras, które uznałem za najbardziej obiecujące (i które nie były akurat zamknięte) i zdecydowanie opuszczając Maderę czułem niedosyt. Każdy znajdzie coś dla siebie – od bujnych, lesistych równin dostępnych w zasadzie dla każdego, przez podróże dolinami, na zdobywaniu najwyższych szczytów wyspy przeznaczonych dla najwytrwalszych kończąc.Jeżeli jesteś bardziej wygodnicki lub z jakichś przyczyn nie możesz pokonywać zbyt długich lub wymagających tras pieszo, to nic straconego, bo do wielu wizytówkowych miejsc na wyspie można się dostać samochodem. To, co rzuca się w oczy w trakcie podróży, to ilość (oraz czasem długość) tuneli ułatwiających przemieszczanie się. W zasadzie jadąc południowym brzegiem wyspy  dużą część trasy można pokonać pod ziemią! Druga rzecz stanowi mnogość krętych, stromych dróg pojawiających się poza głównymi szlakami, które mniej doświadczonego kierowcę (lub pasażerów) mogą przyprawić o palpitacje. Kolejna rzecz to kultura na drodze. Nikomu się specjalnie nie spieszy, każdy z wyrozumiałością i bez większych nerwów reaguje na jakiś błąd, bardzo często można spotkać się z puszczaniem samochodów czekających na włączenie się do ruchu przy co ruchliwszej ulicy.

Mimo, iż cała wyspa to raptem 741 kilometrów kwadratowych powierzchni, to zdecydowanie jest gdzie pojechać. Według mnie minimum na zapoznanie się z najważniejszymi zakamarkami Madery to trzy dni. Wojaże warto podzielić segmentami na wschód, centrum i zachód wyspy. Mając dodatkowy dzień część centralną można podzielić na północ i południe. Każdy obszar wyspy jest wyjątkowy i oferuje inny wachlarz atrakcji, dlatego według mnie lepiej jest zaplanować więcej czasu na eksplorację i wojaże, niż stawać przed dylematem „co lepiej odwiedzić”, bo jest to pytanie, na które do teraz nie jestem w stanie odpowiedzieć.

Jeśli chodzi zaś o Funchal, mógłbym na tę miejscowość poświęcić cały osobny wpis (co pewnie w przyszłości uczynię). Stolica wyspy, gdzie mieszka prawie połowa jej mieszkańców, ma do zaoferowania w zasadzie wszystko – bardzo urokliwe uliczki w Zona Velha, najstarszej dzielnicy miasta, port goszczący niemal codziennie przynajmniej jeden liniowiec, urzekające ogrody, do których można dostać się kolejką linową, największe na wyspie targowisko, kasyno, centra handlowe oraz całe mnóstwo hoteli. To tutaj koncentruje się w znacznej mierze turystyka, nie tylko dlatego, że w samym Funchal jest mnóstwo do zrobienia, ale też dlatego, że leżąc na środku południowego brzegu stanowi idealny punkt startowy każdej wycieczki.Tym bardziej, że trzeba od razu powiedzieć wprost – Madera to nie jest najlepsze miejsce do biernego wypoczynku, szczególnie poza Funchal, czyli obecną stolicą wyspy. Co prawda istnieje możliwość spędzenia całego pobytu leżąc na piasku i chłonąc promienie słoneczne, ale nie ma ku temu zbyt wielu atrakcyjnych miejsc. Nieliczne plaże Madery to w większości albo ciemny pył, albo kamieniste wybrzeże, zaś żółty piasek znajdujący się w miejscowościach Machico i Calheta został przywieziony z Afryki głównie po to, aby zaspokoić turystyczne potrzeby. Jeżeli Maderczyk chce poplażować, to wybiera się na wakacje do leżącej około 40 kilometrów na wschód wyspy Porto Santo, gdzie znajduje się urokliwa, rozciągająca się na 9 kilometrów złocista plaża.

Oprócz tego jednego mankamentu Madera to naprawdę fantastyczne miejsce, o którym za każdym razem wypowiadam się jedynie w pozytywach. Mógłbym o tej wyspie pisać jeszcze bardzo wiele, więc zamiast rozciągać ten wpis (który zapewne ulegnie jeszcze rozszerzeniu w przyszłości), zamierzam stworzyć kilka osobnych wpisów poświęconych różnym aspektom Madery. Cóż mogę dodać na koniec? Jeżeli jeszcze nie odwiedzałeś Madery, to koniecznie uwzględnij ją przy planowaniu kolejnego wyjazdu!

 

476 dni